Oczami
Bonnie
Wróciłam
najszybciej jak się dało do domu. Bałam się, że będzie mnie śledzić, na
szczęście chyba zostawił mnie w spokoju. Gdy dotarłam do drzwi automatycznie
nacisnęłam na klamkę, ogromnie się zdziwiłam kiedy zauważyłam, że drzwi są
zamknięte. Rodzice musieli wyjechać w delegację, tylko dlaczego mi nie
powiedzieli? Zaczęłam szukać kluczy w mojej torebce, ale nie mogłam ich
znaleźć. Nie wiedziałam jak dostać się do własnego domu, okrążyłam cały dom i
zatrzymałam się pod oknem do mojego pokoju. Było uchylone! Udałoby mi się je
otworzyć, tylko najpierw musiałam wejść na drzewo i przeczołgać się po grubej
gałęzi prowadzącej do mojego okna. To nie było łatwe, bałam się, że spadnę,
przecież to było dość wysoko. Wystarczająco wysoko żeby sobie coś zrobić przy
spadaniu. Zostawiłam moją torbę pod krzakiem i zaczęłam się wspinać na drzewo.
Gdy dotarłam do mojej gałęzi byłam z siebie bardzo dumna, kątem oka
zarejestrowałam coś dużego, czarnego przelatującego za mną. Było trochę za duże
jak na zwykłego ptaka. Chciałam się obejrzeć, ale przypomniałam sobie, że muszę
być skupiona żeby nie spaść na dół. Gdy byłam już w połowie drogi noga zsunęła
mi się z tej cholernej gałęzi i zjechałam z niej trzymając się tylko rękoma. Podciągnęłam
się na tyle żeby nie spaść. Nie mogłam wejść na nią z powrotem. Powoli
zaczynały mi ręce cierpnąć. Długo tak nie wytrzymam. Nagle na dole usłyszałam
kogoś śmiech. Spojrzałam w dół i dostrzegłam Damona opartego o drzewo i
patrzącego na mnie. Nie wierzę! Myślałam, że się przewidziałam, ledwo co było
go widać w tych ciemnościach, tym bardziej, że on także był ubrany cały na
czarno. Pomyślałam sobie, że za dużo już go dzisiaj widzę. Postarałam się go
zignorować co nie było łatwe biorąc pod uwagę to, że zaraz mogłam spaść z drzewa
a on się po prostu śmiał. Postanowiłam nie prosić go o pomoc. Nie wiem
dlaczego, ale cały strach mnie opuścił. Nie bałam się w tym momencie niczego,
Damona, ani nawet tego, że mogłam spaść i sobie coś złamać. Spróbowałam, więc
drugi raz się podciągnąć i wleźć w końcu na tę gałąź. Rozluźniłam lekko uścisk
i to był mój błąd. Wisiałam już na tylko jednej ręce, która również zaczęła
puszczać gałąź. W tym momencie w ogóle nie pamiętałam o Damonie stojącym pod
drzewem i przyglądającym mi się. Myślałam tylko o tym żeby nie spaść. I nagle
ten przerażający strach powrócił. Puściłam gałąź i zaczęłam spadać. Miałam
wrażenie, że spadam i spadam, przez całą wieczność. Tak naprawdę trwało to
zaledwie kilka sekund. Kiedy już bardzo zbliżyłam się do ziemi – sama nie wiem
jak udało mi się to poczuć – przygotowałam się na okropny ból, nagle znalazłam
się w czyiś ramionach. Pomimo tego, że nie spadłam na ziemię tylko w jego
ramiona to i tak okropnie bolało, na pewno mniej niż gdybym uderzyła w ziemię,
ale w tym momencie nie interesowało mnie to. Gwiazdki zaczęły tańczyć mi przed
oczami. Ostatnie co ujrzałam to była jego twarz…
*****
Witajcie! Oto mój drugi rozdział. Jeśli ktoś przeczytał proszę o komentarze. Wiele to dla mnie znaczy, nie wiem czy prowadzić tego bloga